Blog > Komentarze do wpisu
Pieśń Lodu i Ognia

Zacznę od początku.

Dawno, dawno temu Jacek Dukaj został stałym współpracownikiem Nowej Fantastyki. Jego obszerne artykuły pod hasłem ‘Prosto z Amazonu’ przedstawiały najciekawsze książkowe nowości ze świata. W jednym z pierwszych tekstów wyraził się w samych superlatywach o ‘A Game of Thrones’ George’a R.R. Martina. Było to o tyle zastanawiające, że a) nie wyglądał mi na miłośnika fantasy, b) bardzo trudno dzisiaj o dzieło z tego gatunku, które nie obrażałoby inteligencji czytelnika i nie było zwykłym skokiem na kasę. Ta pozycja miała stanowić chlubny wyjątek od reguły – bowiem zdaniem Dukaja została napisana dla ludzi myślących.

Zaczęłam się zastanawiać, czy nie sprawdzić prawdziwości tych opinii, ale czułam, że fantasy, która podoba się Dukajowi, nie będzie podobać się mnie ;) Pojawiały się kolejne tomy, a wraz z nimi pierwsze głosy krytyczne, co utwierdziło mnie w przekonaniu, że nie warto sobie zawracać głowy kolejnym cyklem, kiedy moje półki uginają się od nieprzeczytanych książek.

Aż tu nagle... Biorę do ręki numer NF, gdzie nasi fantaści dzielą się swoimi nadziejami na rok 2010 i widzę wzmiankę o serialu, który HBO ma zamiar zrobić na podstawie ‘Gry o tron’! News mnie zelektryzował, bo wysoko cenię produkcje tej stacji, zwłaszcza ‘Rzym’ i ‘Czystą krew’, a poza tym jak często trafia się serial fantasy? Sprawdziłam więc, co w necie piszczy i okazało się, że pilot jest już gotowy, a obsada powala na kolana. Sean Bean, Lena Headey, Jennifer Ehle, Peter Dinklage, Mark Addy, Nikolaj Coster-Waldau, Iain Glenn i znani mi z innych produkcji, choć już nie tak sławni – Rory McCann i Tamzin Merchant, a na deser Alfie Allen. Już sam Sean Bean by mi wystarczył do szcześcia. Jednocześnie jednak natrafiłam na głosy, że serial niekoniecznie musi dostać zielone światło, bo decydenci mają jakieś zastrzeżenia. Przypomniałam sobie historię falstartu ‘Czystej krwi’, kiedy po emisji pilota zmieniono czołówkę i jedną z głównych aktorek. Takie dyskusje mogą ciągnąć się miesiącami. Jednak jacyś dobrzy bogowie czuwali nad tą produkcją, bo 2. marca pojawiła się informacja, że ‘Gra o tron’ otrzymała błogosławieństwo HBO.

Po tym ogłoszeniu uznałam, że alea iacta est i zabrałam się do czytania. W nocy z 3. na 4. marca przeczytałam prolog i 16 rozdziałów. Poszłam spać o trzeciej nad ranem, ale byłam tak nakręcona lekturą, w ogóle nie mogłam zasnąć! Następnego dnia chodziłam jak zombie, ale warto było.

W moim świecie powieści fantasy mogą mieć tylko dwa punkty odniesienia: Tolkiena i Sapkowskiego. I lepiej dla nich, żeby zbliżały się poziomem przynajmniej do drugiego z nich, bo inaczej staną się darem dla miejscowej biblioteki i niech inni się z nimi męczą. Zaczęłam od zwyczajowego ustalenia, że Tolkien to nie jest. Sferę mitu zastępuje na pół legendarna historia rodem jakby z chansons de geste… Jest to wczesna historia Brytanii, rzecz jasna. Kiedy maester Luwin snuje swoją opowieść o losach Westeros, przypomina się pewien fragment z eseju Sapkowskiego ‘Świat króla Artura’, skwitowany słowami „biedna wyspa”. Nie wiem czy Westeros jest wyspą, czy półwyspem, ale wiem, skąd się wzięły w tym kraju kult drzew i tajemnicze dzieci lasu. Oto kolejna „mitologia dla Anglii”. Świat jakby wzięty z rycerskich pieśni, ale czytanych trochę na opak. Miejsce na rycerskość jest tu tylko w ceremoniale dworskim, poezji i ślicznych główkach dziewcząt takich jak Sansa Stark. Rzeczywistość jest brutalna, podobnie jak u Sapkowskiego. Nie znaczy to, że w Westeros nie ma porządnych ludzi. Są, ale prawie wszyscy mieszkają w Winterfell...

Na tym podobieństwa się nie kończą. George R.R. Martin stawia na akcję, nie przywiązuje jednak tak dużej wagi do dialogów, które u Sapka przybierają często formę niekończących się utarczek słownych naszpikowanych bon motami. Potrafi nakreślić tło sceny w dwóch zdaniach, ale często z tego rezygnuje, zostawiając całą zabawę czytelnikowi. Bohaterowie również budzą skojarzenia. Arya Stark bardzo przypomina Ciri, Cersei Lannister – czarodziejki z Filippą Eilhart na czele, a Tyrion Lannister to postać tak „sapkowska” w swym charakterze, że tylko patrzeć, jak zacznie gadać coś o rzyci ;) Niestety/na szczęście językowo Martin w niczym nie przypomina Sapkowskiego. Może to wina przekładu, w którym, nota bene, nadużywa się słów „bękart” i „dziwka”. Tak jakby nie istniało słowo „bastard” i najróżniejsze określenia pań lekkich obyczajów. Być może tłumacz chciał podkreślić fakt, że w świecie Westeros dzieci z nieprawego łoża nie mają żadnych praw – nieco inaczej niż w średniowiecznej Europie. Zdarzają się niezręczności językowe, głównie związane z archaizacją stylu, która i tak jest śladowa. Przydałaby się powtórna redakcja tekstu.

Pomimo tych usterek ‘Grę o tron’ czyta się gładko i bezboleśnie. Opisów przyrody właściwie brak. Relacje o ruchach wojsk ograniczone do koniecznego minimum, podobnie jest z genealogią. Żadnych zbędnych słów, straty czasu i przeciągania akcji na siłę, żeby zwiększyć objętość książki (dziś autorom fantasy płaci się od metra).

A co jest? Pytam jak Smoleń: czy jest coś? ;) Jest akcja. Są interesujący bohaterowie, choć dość czarno-biali (może trzeba dać im trochę czasu). Jest moralny niepokój i podstawowy dylemat: czy cel uświęca środki? Jest sporo krwi. Trochę humoru. Odrobina miłości. Czyli to co zawsze.

Dobra, powie ktoś, ale jeśli wszystko to jest ograne i nastawione na „dzianie się”, to skąd pochwały krytyków? Ano stąd, że wszystkie składniki połączone są tak, żeby dać czytelnikowi minimum nudy, a maksimum satysfakcji. I stąd, że Martin wie doskonale, że jeśli ktoś zadaje sobie trud czytania książki, to znaczy, że lubi myśleć. Dlatego książka ma aż osiem głównych wątków, a trzonem akcji jest spisek. Czytelnik wie tyle co bohaterowie, czasami nawet mniej, a zagadki się piętrzą. Kto jest przyjacielem, kto wrogiem? Kto z kim trzyma i co planuje? I kim u licha była matka Jona Snowa?! Część z tych pytań pozostaje bez odpowiedzi, co zaostrza apetyt na drugi tom Pieśni Lodu i Ognia, bo tak się nazywa cykl.

Połknęłam 773 strony w pięć dni. Lektura dała mi mnóstwo przyjemności i satysfakcji. Nie pamiętam, kiedy ostatnio tak szybko przeczytałam tak opasłą książkę. To było chyba przy ‘Władcy Pierścieni’…

wtorek, 09 marca 2010, grainne79

Komentarze
2010/03/11 23:34:45
Również ostatnio zaczytuję się "Pieśnią", genialny cykl! Już nie mogę się doczekać Tańca ze smokami!
-
2010/03/12 12:01:53
Mam nadzieję, że dożyję końca cyklu ;) Przy tym tempie...